Kończą się prace nad wdrożeniem unijnego aktu o usługach cyfrowych (DSA) w Polsce. Nowe prawo da internautom narzędzia do walki z platformami, ale budzi też obawy o wolność słowa i cenzurę.
Akt o usługach cyfrowych (DSA) został wprowadzony w Unii Europejskiej w celu uregulowania działalności dużych platform internetowych, takich jak Facebook, Instagram czy TikTok. Ma on na celu walkę z dezinformacją, mową nienawiści oraz handlem nielegalnymi towarami. Przepisy nakładają na serwisy obowiązek usuwania nielegalnych treści oraz zapewnienia użytkownikom przejrzystych mechanizmów odwoławczych od decyzji o blokadzie.
Dzięki nowym regulacjom użytkownicy zyskają większą kontrolę nad treściami. Będą mogli łatwiej zgłaszać nielegalne materiały, a w przypadku zablokowania ich wpisu, odwołać się od decyzji platformy. Firmy technologiczne będą musiały także jaśniej informować, dlaczego dana reklama jest wyświetlana konkretnemu użytkownikowi i umożliwić wyłączenie personalizowanych rekomendacji, a także zapewnić zwiększoną ochronę osobom nieletnim.
W Polsce funkcję krajowego koordynatora usług cyfrowych (KUC) będzie pełnił prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Początkowe zapisy nowelizacji ustawy dawały mu bardzo szerokie uprawnienia do blokowania treści w internecie za pomocą niezaskarżalnych decyzji, co wywołało falę krytyki i oskarżenia o próbę wprowadzenia cenzury.
W toku prac legislacyjnych uprawnienia te ograniczono, tworząc zamknięty katalog 27 przestępstw, które mogą być podstawą do interwencji. Co kluczowe, Senat wprowadził poprawkę gwarantującą użytkownikom możliwość zaskarżenia decyzji prezesa UKE do sądu, co stanowi istotny mechanizm ochronny przed potencjalnymi nadużyciami.
Mimo wprowadzonych zabezpieczeń, eksperci obawiają się, że nowe przepisy mogą prowadzić do tzw. nadmiernej moderacji. Platformy, w obawie przed wysokimi karami finansowymi, mogą prewencyjnie usuwać treści, co w efekcie ograniczy wolność słowa. Problemem jest również brak ustawowej definicji pojęć takich jak „dezinformacja”, co stwarza pole do nadużyć.
Ostateczny los ustawy jest wciąż niepewny. Po przyjęciu poprawek Senatu musi ona ponownie trafić do Sejmu, a następnie na biurko prezydenta. Ten już zapowiedział, że nie zgodzi się na przepisy wprowadzające cenzurę, dlatego ostateczny kształt regulacji, które mają wzmocnić pozycję internautów w starciu z cyfrowymi gigantami, pozostaje kwestią otwartą.
Źródło: https://www.bankier.pl/wiadomosc/Cenzura-Internetu-czyli-o-co-chodzi-w-DSA-9058091.html
