Nowy laptop i telefon są pełne preinstalowanych aplikacji. Sprawdź, co zostawić, a co skasować bez obaw, że usuniesz coś ważnego.
Kupujesz nowy laptop albo telefon, włączasz go pierwszy raz i okazuje się, że dysk już jest w połowie zapchany. Widzisz dziesiątki aplikacji, z których większości nie kojarzysz: wersje próbne, gry, podejrzane „menedżery”, a także ikony wciśnięte na siłę przez producenta czy operatora.
Część z nich naprawdę się przyda, część tylko niepotrzebnie marnuje zasoby, a niektóre potrafią wręcz zagrozić Twojej prywatności i bezpieczeństwu. Warto wiedzieć, co jest czym, zanim zaczniesz kasować nieznane Ci apki albo, co gorsza, zostawisz system w nienaruszonym stanie.
Bloatware to preinstalowane oprogramowanie, o które nikt nie pytał. Zajmuje cenne miejsce na dysku, spowalnia działanie systemu, a nierzadko działa cichaczem w tle i zbiera dane o Twojej aktywności. Trafia na urządzenie z prostego powodu: producent sprzętu albo operator sieci komórkowej ma podpisane umowy z twórcami tych aplikacji i dostaje za ich dodanie do systemu pieniądze. Ty natomiast płacisz za to wolną przestrzenią dyskową i swoimi prywatnymi informacjami.
Oczywiście nie każda fabryczna aplikacja jest od razu niebezpieczna. Sam system operacyjny i podstawowe narzędzia są niezbędne do pracy i nie ma sensu ich ruszać. Problem zaczyna się przy dodatkach dorzuconych do oprogramowania z czysto biznesowych powodów. Najprościej podzielić wszystko na trzy grupy: rzeczy niezbędne, programy faktycznie przydatne oraz te, które tylko zawadzają (a bywa, że i szkodzą).
W systemie Windows znajdziesz sporo fabrycznych aplikacji, których naprawdę nie powinieneś ruszać. Przeglądarka, Eksplorator plików, Zdjęcia, Kalkulator, narzędzie Wycinanie do zrzutów ekranu, Terminal czy Menedżer zadań to codzienne narzędzia, z których korzystasz znacznie częściej, niż myślisz.
Osobno potraktuj wbudowane zabezpieczenia – Windows Security wraz z Defenderem to całkowicie darmowy, bardzo przyzwoity antywirus, który skutecznie pilnuje systemu. Jego usuwanie lub zastępowanie niesprawdzonymi programami na własną rękę to kiepski pomysł.
Zostaw też sterowniki i oficjalne narzędzia producenta do aktualizacji. To właśnie one dbają o stabilną pracę karty graficznej czy aktualizację BIOS-u. Rozbudowane „centra zarządzania” bywają czasem zbyt zasobożerne, ale zwykle da się je po prostu ograniczyć w ustawieniach, bez całkowitego wyrzucania. Jeśli grasz, na pewno przyda Ci się aplikacja Xbox oraz Game Bar. Reszta zależy już tylko od Twoich indywidualnych potrzeb.
Największym minusem nowych laptopów są wersje próbne. Preinstalowane wersje testowe (triale) antywirusów, takich jak McAfee czy Norton, potrafią mocno kolidować z wbudowanym Defenderem, a po miesiącu zaczynają wysyłać komunikaty o konieczności wykupienia subskrypcji.
Do natychmiastowego usunięcia nadają się też preinstalowane gry pokroju Candy Crush, zbędne paski narzędzi w przeglądarce, pakiety biurowe w wersjach demo, a także wszelkie „optymalizatory” czy „PC cleanery”.
Te ostatnie programy, obiecujące cudowne przyspieszenie komputera, znacznie częściej szkodzą stabilności systemu, niż pomagają. Skasuj również duplikaty: jeśli producent dorzucił własną przeglądarkę, a Ty od lat używasz Chrome’a czy Firefoksa, ta pierwsza jest Ci całkowicie zbędna.
Smartfony potrafią być fabrycznie zapchane znacznie bardziej niż laptopy. Producenci uwielbiają dublować aplikacje, które i tak są już wbudowane w system – w efekcie dostajesz dwie przeglądarki, dwie galerie zdjęć, dwa sklepy z aplikacjami i kilku różnych „asystentów”. Do tego dochodzą aplikacje od operatora, wersje demonstracyjne gier i preinstalowane media społecznościowe, których wielu użytkowników nawet nigdy nie uruchamia. W przypadku smartfonów pojawia się jednak znacznie poważniejszy problem niż samo miejsce w pamięci RAM czy ROM.
Preinstalowane aplikacje na Androidzie często działają na poziomie systemowym. Mają bardzo wysokie uprawnienia i nie zawsze da się je normalnie odinstalować – w wielu przypadkach system pozwala jedynie na ich wyłączenie. A skoro siedzą głębiej niż zwykła aplikacja pobrana ze sklepu Google Play, warto dokładnie kontrolować, co znajduje się w telefonie i do jakich modułów ma dostęp.
Na iPhone’ach tego typu apek jest zdecydowanie mniej, ale i tam znajdziesz fabryczne programy, których nie używasz – te na szczęście bez problemu usuniesz lub ukryjesz.
Ważne zastrzeżenie: nie kasuj na siłę aplikacji systemowych, których funkcji nie znasz. Możesz w ten sposób uszkodzić stabilność systemu. Jeśli nie masz pewności, do czego służy dany proces, po prostu go wyłącz, zamiast trwale usuwać.
Zamiast zgadywać, przy każdej nieznanej aplikacji zadaj sobie kilka prostych pytań:
I najważniejsze kryterium w kontekście prywatności: jakich uprawnień żąda ta aplikacja i kto jest jej wydawcą? Zwykła aplikacja latarki, która wymaga nagle dostępu do Twoich kontaktów, mikrofonu oraz lokalizacji, powinna od razu zapalić w Twojej głowie czerwoną lampkę.
Wśród fabrycznie zainstalowanego oprogramowania trafiają się również bardzo wartościowe narzędzia, których nie warto od razu usuwać.
Najlepiej zrobić taki generalny porządek od razu po pierwszym uruchomieniu urządzenia, zanim jeszcze zapiszesz tam swoje prywatne pliki i przyzwyczaisz się do fabrycznego układu ikon.
Po skończonym czyszczeniu zrestartuj urządzenie i upewnij się, że wszystko działa stabilnie. Zaledwie kwadrans przeglądu aplikacji pozwoli Ci odzyskać sporo wolnego miejsca na dysku, wyraźnie przyspieszy start systemu i skutecznie ukróci zapędy programów szpiegujących Twoją aktywność.
